Canarian Way Of Life - część 3 - Różowe okulary

September 29th, 2008

Na wstepie link

Zasadniczo jest tak: na kanarach ćpa każdy, nawet jak nie widać po nim, to i tak wiadomo, że co sobota w klubie wciąga kreskę żeby się dobrze bawić. Właściwie tylko ten kto nie widział nigdy ćpuna w Polsce, ten na Kanarach dostrzegał ich nie będzie.

Oczywiscie sam nie jestem przeciwnikiem narkotyków, wręcz przeciwnie, wychowałem się przecież na warszawskim osiedlu, chodzilem do warszawskiej szkoły i w ogóle ;) ale nawet dla czlowieka zaprawionego w bojach, hehe :), skala problemu na kanarach jest przytłaczająca ;)

Na Kanarach matki z dzieciem u cyca, ida do dilera po kreskę koki, starzy, mlodzi, nieważne - każdy kupuje i wciaga. Nieraz całymi rodzinami. No, ale co się dziwić, gram koki kosztuje 20EUR, jak na przeciętne zarobki i zasiłki, to wystarczająco tanio, zeby ćpać od rana do nocy przec cały miesiac.

I tutaj dochodzimy do artykułu zlinkowanego na początku - spożycie samej tylko heroiny wzrosło w przeciągu roku o 7000% :) no coż :) heroina, będąca już totalnym gównem, jest dosyć tania, wiec ludzie powoli tną koszty (kryzys już zaczyna docierać!) i przestawiają sie z koki na herę. Ale, o ile można przez 20 lat napierdalać kokę i co najwyżej można dostać od tego choroby wieńcowej, to po 3-5 latach heroinowej jazdy, z czlowieka niewiele co zostaje. Z drugiej strony, mając w perpektywie 70 lat spłacania kredytów przejebanych na konsumpcję rodziców, to chyba, dla przeciętnego nastolatka, krótka kariera browniarza niesie więcej atrakcji.

Canarian Way Of Life - część 2 - Kredyty

September 28th, 2008

Z kanaryjskim sposobem na życie wiąże się mania kupowania bzdetów na kredyt. Najlepiej taki na 30 lat, albo na 60 :) Ja rozumiem, czasem jak sie nie ma pieniedzy, a cos jest bardzo potrzebne, to kredyt jest jak najbardziej spoko ;) Ale nie na kanarach. Tutaj wszystko, wszyscy kupuja na kredyt, od gażdżetów Made In China, po samochody i mieszkania :) Jest tutaj taki sklep El Corte Ingles, to podobno ludzie juz całe wypłaty przesyłają od razu tam, na spłatę ichniejszej karty kredytowej. Hard core ;)
Wlasciwie to taki ich style zycia, wszystko totalnie ponad stan i na kredyt, od gówniarzerii, az po stare baby. Po prostu spoleczeństwo tak nieodporne na reklamy, na rozne promocje i oferty, ze szok :) oczywiscie wiąże się to z moim poprzednim postem - aby zachowywać się bardziej turystycznie od samych turystów potrzebne są finanse ;) A, że finansów nie ma, bo za robotę uczciwą nikt wziąć się nie chce, pozostają kredyty. I kredyty na kredyty… i inne kredyty na poprzednie kredyty… i tak do usranej smierci :-) a kredyty juz będą splacane przez kolejne pokolenia, ktore jeszcze o tym nie wiedzą, ale z pewnie chwilą pelnoletniosi bedzie niespodzianka :)

Ach, Kanary… !! :)

Canarian Way Of Life - część I - Turyści

September 24th, 2008

Huh, to może teraz skreślę kilka słów o kanaryjskim sposobie na życie. Temat tyczy sie własciwie każdej z wysp kanaryjskich, ale pisze tutaj, bo na La Palmie niektóre rzeczy akurat widać jak na dłoni.

Jeżeli jesteś osobą wrażliwą - to nie czytaj.
Jeżeli jestes osoba zakochaną w kanaryjczykach: nie czytaj również.
Jeżeli jesteś psim cyckiem kradnącym content - wypierdalaj.

Read the rest of this entry »

Roque de los Muchachos

September 22nd, 2008

Najwyższy szczyt na La Palmie, jakieś 2600m nad poziomem morza. Mimo dużego słońca, wiało dość zimnym wiaterm. Najpierw pojechalismy oglądać obserwatoria astrofizyczne, których jest tutaj kilka. Dziwne urządzenia, dużo przestrzeni, kamienie i dziwna roślinność robią niesamowite wrażenie. Taki jakby marsjański klimat. Strasznie fajnie :) Obserwatoriów jest kilka, każde innego kraju.

Nieco dalej znajduje się sam szczyt Roque de los Muchachos, z którego można podziwiać krater Caldera de Taburiente. Podobno wokół tego krateru jest najtrudniejszy szlak turystyczny na La Palmie, ale tego akurat nie sprawdzaliśmy. Aha, niegdyś cały krater był wypełniony wodą, ale erozja zrobiła swoje i woda wypłynęła przez Barranco de Angustias.

Ogólnie oczywiście miejsce godne polecenia oraz obejrzenia :)

Puerto Naos

September 21st, 2008

Jedna z niewielu miejscowości turystycznych na La Palmie. Jest kilka hoteli, duzo prywatnych apartamentów, nadmorski bulwar oraz mała plaża. Miejscowości jakich wiele na Wyspach Kanaryjskich, jednak na La Palmie takie widoki, to unikatowe :) Byliśmy tam praktycznie bardzo krótko, ot, spacerek, zakupy, kilka fotek dla potomnosci i koniec. Naprawdę nie można za wiele o tym napisać. Turystyczne miasteczko. Koniec.

“Panie jedzą, panowie jedzą” - czyli Restauracje Cz. II

September 19th, 2008

LA GRUTA (Los LLanos de Aridane)

Na pewno kojarzycie taki obazek z Polski - gruby dresmen w McDonalds ze swoją blondi na randce pożerający 3 WieśMac’i :) NO… to tutaj podobny klimat, kanaryjscy (czyli nieco zniewieściali) chłopcy podjezdzający stuningowanym Golfem po to żeby pochłonać michę czegoś dziwnego. Zanim skusiliśmy się na hm… posiłek, kilkukrotnie zastanawiał nas ten bar, gdzie w późnych godzinach wieczornych kanaryjska złota młodzież żre jakąś górę czegoś z jakiegoś koryta. Mlaskanie, ciamkanie i tradycyjne darcie mordy znad czubatych mich ewidentnie przykuwało wzrok i uwagę :)

Cóż, dlatego któregos tam, dnia zdecydowalismy się przekąśić co nie co w świńskim barze :) Wybralismy papas locas, za 4,30 :) Oż ty w morde, jak tego bylo dużo. Papas locas, czyli frytki posypane różnymi rzeczami. Więc napierw do michy nasypali frytek (z czubem!), potem polali ketchupem, potem nasypali sera, pokrojonej szynki, gotowanego posiekanego mięsa, a na samą góre znowu ketchup i majonez. Yeah, to jest żarcie :) W dwie osoby nie udalo nam się zjesc w calosci :) hard core ;-) A to był standardow rozmiar, bo jeszcze mieli posiłki w wersji enhanced :) Hard core po trzykroć.

Ale jeżeli ktoś się szczypie z forsą, to ewidetnie doskonały bar. Za 4,30 dwie osoby mają dość zarcia na dwa dni :)

“Panie jedzą, panowie jedzą” - czyli Restauracje Cz. I

September 18th, 2008

Witam w dwuczęściowym cyklu o restauracjach na La Palmie godnych wspomnienia. O ile coś mi się przypomni to będzie więcej cykli - na razie są dwa, bo i restauracje godne wspomnienia pamiętam dwie.

CHIPI CHIPI

Restauracja gdzieś w górach stosunkowo blisko Santa Cruz de La Palma. Podobno kultowe, wiec każdy powinien wiedzieć gdzie to jest. Właściwie są dwie zalety tego miejsca, jedna, to że fajnie wygląda, a druga ze jest mega tanio. I tak, jak się wchodzi to mamy taki dziedziniec gdzie stoją stoliki poukrywane między krzakami i palmami. Dziedziniec otoczony jest jakimis niskimi budyneczkami (hm… takie chlewiki) gdzie w poszczególnych boksach siedzą ludzie i jedzą. Zasadniczo bardzo fajnie tam jest :) Praktycznie prawie każdy stolik stoi osobno, więc nikt nam nie przeszkadza. Fajnie. A co do menu, to nie ma :) je się to co kelner powie ze jest. O ile da rade go zrozumieć. ;) Ale jedzenie jest dobre, zasadniczo różne rodzaję mięsa z grilla. Jak byliśmy, to był kurczak i kotlety świńskie, bo wołowina wyszła :) Natomiast cena powala taniością. za obiad dla 3 osob z jakimis napojami i deserem zaplacilimsy zdaje sie 21E :) tanio :) Restauracyjka godna polecenia.

La Fajana

September 17th, 2008

La Fajana, północ wyspy, skalne baseny w morzu :) woda przepływa nad skałami i skalnych basenach można się bezpiecznie kapać w morskiej wodzie. Jak ktoś lubi morską wodę oczywiscie. Miejsce o tyle sympatyczne, że wokół o skały rozbiojają się potężne fale, a ty mozesz się spokojnie pławic. Oczywiscie, o ile jakiś kanaryjczyk nie postanowił przyprowadzić czeredki bachorów z grubym babsztylem na czele, bo wtedy o spokoju zapomnij :) Ale, ponieważ dla każdego znajdzie się coś miłego, można pójśc na skały odpocząc i wtedy jest naprawdę miło, bo słuchać tylko huk fal ;) Miejsce niezbyt interesujące turystycznie, ale mi sie podobało. Zdecydowanie fajne.

Fuencaliente

September 16th, 2008

Misateczko-przelotówka na południu wyspy, zaraz koło wulkanu Teneguia. Jedna szosa - wzdłuż szosy domki. Jak to na przelotówce, zapyziałe i obsyfiałe. Kilka barów, podobno trzeba w jakimś wypić Malvasie (małmazja, takie wino) i zjesc jakieś ciacho. Nie znaleźliśmy, być może wyglądał jak ciemna nora z metalową ladą, wybralismy za to wenezuelskie żarcie, zreszta dobry wybór był, bo chociaż bar brudny i za ladą stał ktoś kto wygladał jak kolumbijski diler, to udało się zamówić bez problemów. Zresztą do wenezuelskich rzeczy zaraz wrócę, chociaz tak naprawdę, to i tak za wiele o Fuencaliente napisać się nie da. Może jedynie, że z niejasnych powodów na drogowskazach widnieje jako Canario i dopiero w nawiasie (Fuencaliente). Huh… pewnie coś jak Sankt-Petersburg i Leningrad ;) polityczna poprawnosc w określonych czasach ;) W każdym razie jaka nazwa, taki klimat. Canario.

A co do Wenezueli, to może przybliżę nieco temat. Chodzi o to, że na Kanarach prawie zawsze był ogromny w pizdu głód. Więc Kanaryjczycy emigrowali gdzie tylko mogli. Kolumbia, Wenezuela, tak… nawet na Kubie było lepiej. Dopiero Generał Franco (szacun dla goscia) zobaczył co tak naprawdę się dzieje na Kanarach, solidnie się wkurwił i zdecydował, że z Kanarami to już nic się nie da zrobić, więc jako jedyna opcja pozostaje turystyka :) I od lat 60tych przy aktywnym współudziale rządu Kanary zaczęły być mekką turystów z całego świata. Więc ci wszyscy emigranci, co to zapierdalali przy trzcinie cukrowej w Wenezueli wrócili, a że przez 30 lat emigracji żarli arepy i cachapy, tak im zostało i wraz z nimi pojawiły się wenezuelskie bary z wenezuelskim jedzeniem :) A kanaryjskie dziadki do dzisiaj jak piją rum, to zamiast “Salud!” mówią “Viva Franco!” :) Czemu się w sumie nie dziwię :)

Aha, z pozytywnych aspektów, jeżeli w końcu jakaś częsć La Palmy się zapadnie do morza (o czym pisałem w poprzeniej notce) to Fuencaliente-Canario, znajdzie sie na dnie morza. Dla wyspy będzie to +10 beauty.

Volcan de Teneguia

September 15th, 2008

Wulkan :) ostatni wybuch wulkanu mial miejsce w 1971 roku czyli całikiem niedawno ;) Podobno gdzieś jest miejsce ze mozna dotknąć jak jest jeszcze ciepły :) Nie udalo nam się znaleźć tego miejsca, gdyż słońce tak grzało, ze wszystkie skały były gorące. :) Za to pozbierałem sobie masę superowskich kawałków lawy na pamiątkę. Praktycznie pod sam wulkan można dojechać dróżĸa, a potem praktycznie kilkunastominutowy spacerek. Strasznie fajne miejsce i każdy musi to zobaczyć. Idzie się i idzie, a wokół same wulkaniczne piaski, żużel i popioły. Fajnie :) No i zastygnieta lawa - dokladnie widać jak płynęła. Naprawdę fajnie :) wokół jest masę mniejszych kraterów i całośc robi niesamowite wrażenie :) totalnie księżycowy krajobraz, nic zielonego, co najwyżej w oddali widać błękitne morze.

Podobno jak następnym razem ten wulkan wybuchnie, to częśc La Palmy zapadnie się do morza i wywoła tsunami :-) fala ma dotrzeć podobno aż do Nowego Jorku i ma mieć 800 m :) nieźle :)


Recommended sites
Pozycjonowanie strony - matematyka - Świat Książki - baterie Sony Ericsson K300i - Porcelana - zestawy kina domowego - Fitness - Pudzian - brąz - biuro matrymonialne - Wędkarski - Zakłady bukmacherskie - kolczyki do nosa - Filtry do wody - Oszczędzanie pieniędzy